czwartek, 11 czerwca 2015

Zmieniłam sobie narzędzia na chwilę.

Druty zamieniłam na takie oto:


I powstały nowe markery dla mnie i na nagrody w KALu w grupie Knitting in Poland:







A poszłam tylko po koraliki do mojej wersji Snow Angel


Przy okazji - mogłam zgooglować, ile gramów waży 650 koralików, bo w sklepie było mi ciężko ocenić, mam nadzieję, że 2 paczki starczą :D.



sobota, 30 maja 2015

I w końcu nadszedł ten moment.

Kiedy mogę dziergać coś prostego zerkając tylko, co dziecko robi w piaskownicy. Rękawy przyrastają przy tym niewiarygodnie szybko.


niedziela, 24 maja 2015

Porządki.

Nie wiem, czy to nie jest gniazdowanie czasem, ale nabrałam wielkiej chęci na zmierzenie się z moim stashem włóczkowo-materiałowym. Odkryłam, że pod półkami na książki jest miejsce na jeszcze jedno pudło Vessla, co dało mi dużą motywację do porządków.


Jak widać jest to dramat. Kłębki i kłębuszki wszędzie, głównie poplątane jak się okazało. Zero organizacji w tym wszystkim, pozapominałam po co trzymam niektóre resztki. 
Dwa worki na śmieci później był już w tym jakiś zarys ładu. Z materiałami do szycia poszło bardzo szybko, bo wystarczyło je poskładać i poukładać w pudle, ew. wyrzucić jakieś zabłąkane ścinki. Gorzej było z włóczką. Wyrzuciłam masę resztek, które nie miały nadziei na zastosowanie ich w przyszłości, niemniej postanowiłam się nie rozstawać z każdym mini-kłębkiem, bo nadal nie wykluczam, że kiedyś zaświta mi robienie Beekeeper's Quilt


To samo zrobiłam z nieskończonymi robótkami. Dodałam też karteczki z nazwami włóczek i projektami, które z nich powstały, na wypadek, gdyby nagle pamięć mi wysiadła. Znalazłam kilka rarytasów, które czekają na pomysł:


To jest specjalnie dla mnie uprzędziona i ufarbowana włóczka, którą dostałam w ramach swapu :). Zdjęcie jest kiepskie, ale syn mi broił w bałaganie na podłodze, więc się spieszyłam. A włóczka ma piękny połysk i turkusowy kolor.


Mam też motek kaszmiru, który czeka na jakiś moment, kiedy najdzie mnie chęć na zrobienie Change of Heart.

A to jest widok po: 


Oczywiście w życiu codziennym tylko ten duży bambusowy kosz jest na tym miejscu, drugi służy za stolik nocny, a najmniejszy jest bezpiecznie schowany pod biurkiem, poza tym cały widok na dół półki zasłonięty jest fotelem ;).
W pudłach plastikowych najbliżej biurka mam motki na rzeczy, które robię teraz, potem włóczkę i projekty niedokończone, czyli co mogę mieć największą motywację robić w najbliżej przyszłości, a pod ścianą materiały do szycia. W dużym koszu są ubrania do przerobienia i swetry do prucia (Marks&Spencer wyszukane w lumpeksach głównie). W małym są włóczki, które mają małe szanse bycia wykorzystanymi w przyszłości, ale szkoda ich było wyrzucać, a w najmniejszym to, co aktualnie robię. Została mi jeszcze do uporządkowania kwestia drutów na żyłce tych niewykręcanych (wykręcane są w bardzo pojemnym pokrowcu od Hiya Hiya, które chętnie zrecenzuję w najbliższym czasie). 



poniedziałek, 18 maja 2015

Uszyłam!

Maszyna już powoli zbliża się do pierwszych urodzin i niestety nie jest wykorzystywana tak często, jakbym tego chciała. Nie da się ukryć, że do szycia potrzeba znacznie więcej sprawności intelektualnej niż do robienia na drutach, a wolny czas miewam głównie wieczorami. Ale zrodziła się potrzeba, wynalazł się czas i nawet namówiłam szyjącą siostrę na wspólne maszynowanie u rodziców, więc w końcu jest co pokazać. 



To jest mój nowy dres wyjściowy (dzianina dresówka pętelkowa z elastanem, kupiona TU). Nigdy nie szyłam rękawów, nigdy nie obrabiałam dekoltu, w sumie to moja pierwsza sukienka. Miałam dobry tutorial podpowiedziany przez koleżanki zza wody na ravelry, ale trochę się denerwowałam. Na etapie rękawów miałam dwa kolory fastrygi :D. Wykrój rękawów rysowany samodzielnie okazał się za szeroki, więc trzeba było zwężać, spódnica okazała się za szeroka - to samo, potem przyszyłam spódnicę łapiąc jednocześnie kilka centymetrów  dołu... Ale to wszystko dało się naprawić dopóki nie zdecydowałam się skończonej już sukienki skrócić (bo była za kolano, czyli jak habit). Ciachnęłam tak radykalnie, że już definitywnie nie mogłabym wyjść w tym z domu. Załamałam się nieco, ale potem po prostu złożyłam odcięty kawałek na pół i doszyłam z powrotem. Tak też rozwiązał się problem wykończenia dołu. Materiał jest super, miękki i bardzo elastyczny. Dodałam masę zakładek, więc mam nadzieję, że ponoszę tę sukienkę też jesienią, kiedy brat pana z huśtawki będzie zdecydowanie większy.
Tutorial i inne rewelacyjne ciążowe TU.
I chyba potrzebny mi manekin do robienia zdjęć, bo mój mąż nie jest zbyt pomocny w tej kwestii :D. 

A dzierga się sporo, kocyk następny dla pierworodnego na nowe, większe łóżko:


Jeszcze dwie trzecie przede mną. 



niedziela, 14 grudnia 2014

Broimy.

Po wielu miesiącach marudzenia na zasyp koralikowy... poddałam się. Nie wiem, czy z ciekawości, czy z pociągu do święcącego na stojaku w pasmanterii. Dość, że dwie bransoletki już są, trzecia w drodze. Gdyby to jeszcze szło wolniej, ale to się szydełkuje dosłownie chwilę i to z dzieckiem obok:




Całe szczęście dzierganie nadal jest fajniejsze. Zeszłoroczny sweter, który dopiero teraz doczekał się guzików i chowania nitek:




I bardzo się cieszę, że udało mi się wyhaczyć idealne guziki. Porządniejszych zdjęć nie będzie, bo sweter został podarowany mamie.

niedziela, 9 listopada 2014

Mały męski sweter.

Ostatni wpis drutowy był chyba o swetrze dla mojego męża, który niestety leży jeszcze w jakiejś torbie w formie głównie motkowej. Niemniej udało mi się skończyć sweter dla innego mężczyzny, z którym mieszkam. 


Ease autorstwa p. Plummer wpadł mi w oko już dłuższy czas temu, ale jakoś nie nabrałam motywacji jeszcze (włóczka by się nawet niestety znalazła w zapasach, kiedy one się tak rozrosły nie umiem powiedzieć). W zapasach wala się u mnie też pełno przypadkowych motków, bo zazwyczaj po skończeniu dużej robótki co najmniej jeden motek mam jeszcze w banderolce. Po zrobieniu swetra dla męża zostały nawet dwa motki i jakieś resztki granatowej Limy, a miałam też militarno zieloną Limę, która kiedyś tam miała się stać rękawiczkami. Nie mogłam już na nie patrzeć i chciałam to to przerabiać na czapki (niepotrzebne) i wtedy rzucił mi się w oczy wzór na Abate. Poszło błyskawicznie, jakoś tam pomieszałam kolory w połowie. I już zadowolona kończyłam, b o został mi tylko mikro kłębek, kiedy znalazłam cały jeden motek przewinięty w kulkę, z którego nabrałam już na coś oczka kiedyś tam dawno temu. więc chyba sweter będzie nieco dłuższy w niedługim czasie albo machnę jakieś Niedźwiedzioskarpety na trasę auto-miejsce przeznaczenia.


Chciałabym zaznaczyć, że zdjęcia robione były dawno temu, kiedy jeszcze nawet ja chodziłam bez płaszcza - Niedźwiedziowi było ciepło :D.  Sweter jest też nadal przed blokowaniem, bo tak.




niedziela, 14 września 2014

Szycie proste jak drut.

Mąż sprezentował mi na urodziny maszynę do szycia.

Ciągnęła się za mną myśl o maszynie już dosyć długo. Konkretnie zabrałam się za czytanie o różnych modelach i szyciu na maszynie w ogóle jakoś wiosną. Od tego czasu polowałam na lidlowego Silvercresta, który niestety nie pojawiał się w sprzedaży. Potem zapisałam się na kurs na prawo jazdy i obiecałam sobie, że jeśli zdam za pierwszym razem to ładuję oszczędności i granty urodzinowe właśnie w takie ustrojstwo, jednak mąż mnie ubiegł i zrobił mi prezent.

Wybrałam Janome Juno, głównie ze względu na opis na LongRedThread i jakieś tam opinie zachwalające. Poza tym w sklepie internetowym, gdzie ją zamierzałam zamówić dodawali "moc" gratisów, a jak wiadomo - dobrze, gdy Moc jest z nami. 

Obrazek bezczelnie przejęty ze strony sklepu techmasz, gdzie zamawiałam.
Maszyna była śliczna, dodana torba również. Gorzej, że nagle okazało się, że mam coś szyć, a nie mam koncepcji :D. Wymyśliłam sobie torbę, nawet zaczęłam jedną, na której siostra szyjąca udzielała mi lekcji, a ja oswajałam różne stopki i szwy. Wybrałam jednak okropnie niewdzięczną i sztywną bawełnę ikeową, do której jakoś nie miałam serca, w dodatku przy pruciu przyszytej kieszeni uszkodziłam torbę dosyć mocno prujką.

Wtedy znalazłam instrukcję szycia Pleated Tote Bag na thelongthread. I tak po trzech dniach walki powstało to:



Ma nawet podszewkę i kieszenie. Muszę chyba wzmocnić trochę górę i mocowanie pasków, bo widzę nitki, a to źle wróży. Ale jestem bardzo zadowolona. Po spacerze w parku się nie rozpadła, zobaczymy, jak po praniu. Także kraftuję na kolejnych igłach :).