środa, 23 maja 2012

Wprawek szydełkowych ciąg dalszy

Poza tym to utylizacja resztek. Tym razem coś kompletnie bez sensu. Nawet nie lubię rzeczy, które poza staniem nie spełniają innych funkcji. 




Oba robione szydełkiem nr 2, marchewki na 1,25. Zamiast doszywać kawałki materiałów na łapach i uszach zdecydowałam się całkiem głupio (jak trudne to może być i te sprawy) na naszycie tego kolorku zwykłym ściegiem. Miałam odpowiedni kolor resztki drops lace z Haruni, której nie zdążyłam sfotografować. Nie było tak źle, ale kciuki trochę oberwały. Wzór to Spring Bunny. I nie wiem na ki strój to robiłam. Ale stoją i są śmieszne.

Króliki robi się w elementach i zszywa do kupy. Oryginalnie użyte są oczy maskotkowe, ale nie mam pojęcia, skąd się to w Polsce bierze i w sumie ta wiedza jest mi zbędna. Poza tym królik z kwiatkiem ma uszy na dół. I nie trzyma marchewki. Ale nie podoba mi się taki brak równouprawnień, panny króliczynki też mogą same sobie kołować marchewki :D. 

Generalnie to był projekt na zajęcie rąk w poczekalni u lekarza. Mieści się do torebki i nie trzeba za dużo o tym myśleć. Niestety zszywałam to wszystko i "wyszywałam" już w czasie weekendu na wsi. Jak już wspomniałam robótki ręczne na świeżym powietrzy są super. Ale pamiętajcie o przekręcaniu się na drugą stronę i posmarowaniu się jakimś solidnym kremem. Takie robótki wciągają, łatwo to przegapić, a potem ma się przypalone jestestwo i bez mrożonki na kolanach ciężko się obejść pierwszej doby. 



czwartek, 10 maja 2012

Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

A więc o wycieczce do Wielkopolskiego Parku Narodowego. I moim nowym swetrze, oczywiście.

O istnieniu tego parku dowiedziałam się dopiero w zeszłym roku, kiedy próbowałam znaleźć jakieś lasy w okolicy Poznania. Okazuje się, że jak najbardziej są. 

Strona internetowa parku jest bardzo przystępna, ma świetną mapę, rozpisane przykładowe trasy. Pozostało wydrukować interesujący wycinek i się wybrać. Stacja w Mosinie szału nie robi, sam szlak, który teoretycznie zaczyna się już tam, jest kompletnie nieoznakowany. Także lepiej mieć jakąś tam mapkę, choćby w telefonie. Las jest przepiękny, bardzo szlachetny - liściasty, masa dębów. Wygląda niesamowicie. W środku dosyć ciężko się zgubić, jeśli ma się jakiekolwiek poczucie kierunku i odległości, niemniej mapę lepiej mieć, bo oznakowania są po prostu beznadziejne. Robiliśmy jedną z krótszych tras. W sumie szliśmy naaaaaaaprawdę wolno, bo napawaliśmy się leśnym powietrzem i widokami, a zajęło nam to trzy godziny. Taka trasa dla dzieci. 

Tak czy inaczej, jeśli ktoś z Poznania nie ma planów na weekend - polecam.


Taką dróżką wychodzi się z Mosiny.


Park Narodowy w Wielkopolsce dostał prezent od Parku Tatrzańskiego, takich głazów jest kilka.


Podobno najładniejsze jezioro w Wielkopolsce.


Konwalie takie jeszcze nieśmiałe.


Najładniejsza leśniczówka, jaką widziałam w życiu, szkoda, że nie zrobiłam więcej zdjęć.




A teraz do meritum:

Skończyłam moją wersję Aidez! Nazwałam ją "Sit Down By the Fire" od piosenki The Veils, chociaż nikt normalny nie siadałby w białym swetrze przy ognisku, oczywiście. 

Wełnę dostałam w prezencie od kolegi. Pochodzi ona z jakichś peerelowskich paczek ze wsparciem z zachodu, bo jest to 100% australijskiej wełny firmy nieznanej internetowi. Próbowałam ją przerabiać już kilka razy, ale chyba brakowało mi pokory i świadomości braków w umiejętnościach. Wzór chciałam wykorzystać od pierwszego dnia na ravelry, bo wygląda świetnie, a ja uwielbiam takie rzeczy. Zebrałam się dopiero teraz, kiedy mam już jako takie poczucie, że coś tam mi wyjdzie. Zwłaszcza, że chcę się pozbyć zapasów włóczkowych wszelkich.

We wzorze wszystkie elementy robi się osobno, wiem, że sporo osób robi korpus w jednym kawałku i doszywa rękawy. Trochę mi się nie chciało nabierać tylu oczek. Robiłam więc najpierw tył, potem oba przody na raz na jednych drutach. Za to rękawy zachciało mi się wrabiać, podszkoliłam się więc na Drucie Pomocniczym. Niestety kończone były na oparach włóczki, po zdjęciu z drutów zostało mi tylko troszkę, udało się szydełkiem połączyć wszystkie części (wydaje mi się, że łatwiej spasować oczka brzegowe, poza tym spojenie chyba jest bardziej trwałe). Niestety rękawy wyszły ciut za krótkie i chyba będę poprawiać żelazkiem.

Wzór jest bardzo przyjemny, na tej grubości robi się super szybko. Wprawdzie moje lewe skosy są dosyć brzydkie, ale trudno, nie od razu Rzym zbudowano. 






Jak widać wzbogaciłam moją wersję o guziki zapinane i-cordowymi pętelkami. Praktycznie się nosi, zwłaszcza, jak powieje.



Ta wełna jest świetna, jak tylko skończyły się te niesamowite upały, ubierałam ten sweter codziennie. Było mi w nim ciepło, kiedy temperatura spadła do 11-14 stopni, a nie było mi za gorąco, kiedy było jakieś 20 we wtorek. W dodatku jest niesamowicie miękka i w ogóle nie gryzie. Szkoda, że nie można jej już kupić. 

Teraz przydałoby się zrobić coś bardziej letniego, może nawet złamię się i kupię jakąś stosowną na to włóczkę. 



poniedziałek, 7 maja 2012

Odpoczynek umysłowy

Skumulowane obowiązki (przez czyste lenistwo niestety) wypruwają mnie umysłowo dosyć solidnie, więc sporą przyjemnością jest takie tam sobie machanie drutami, czy szydełkiem. Podjęłam się szydełkowania, bo spodobały mi się niesamowicie torebki stąd, poza tym podczas weekendu nad Rusałką odczułam boleśnie brak porządnego narzędzia do trzymania rzeczy.

Ale nie ma co porywać się z motyką na słońce (poza tym włóczkę na torebkę kupię sobie w nagrodę, jak uporam się z kawałem roboty, który sobie bezmyślnie zostawiłam na teraz). Zaczęłam więc od włóczkowych balerinek. Z masy wzorów na popularne Mary Jane Slippers wybrałam ten:  http://www.ravelry.com/patterns/library/crocheted-mary-jane-slippers

Przeszybko się to macha, nawet niedoświadczonej operatorce szydełka jak ja.

Już je uwielbiam - na moje wiecznie zimne stopy (niskie ciśnienie) w sam raz, zwłaszcza że uwielbiam i zazwyczaj chodzę boso. 




Włóczka kupiona wyłącznie dla koloru, w ogóle nie miałam pomysłu, co z nią zrobić. Wydziergałam z niej opaskę na włosy (sprytna rzecz, rozszerzana na czole, zapinana na guzik, żeby można było dopasować do głowy i stopnia wyciągnięcia dzianiny), która trafiła na pocztę przed sesją zdjęciową. Ale zostało ze 3/4 motka. Na takie papcie w rozmiarze 37,5 zużyłam gdzieś 2/3 tego, co było i jakąś śmieszną ilość resztek na obramowanie. Obie włóczki to 50/50 akryl z wełną, niebieski to Jasminum, beżowe to Polo Natura. 
Guziki z kokosa, zostały mi dwa po rękawiczkach bez palców, które jeszcze muszę obfotografować. 

W ogóle mam co pokazywać, trzeba to pouwieczniać w końcu. Jeśli uda mi się dojechać tym razem na dworzec (Poznań praktycznie stoi przez remonty dróg), jutro w końcu wybiorę się na wycieczkę do Wielkopolskiego Parku Narodowego. A wtedy będę mogła się sfotografować w okolicznościach tak zacnych jak drugi wydziergany przeze mnie sweter :D.