środa, 27 lutego 2013

Tak sobie dzieję...

...w ciepłym swetrze. Bo od kiedy skończyłam Tinder był niemal każdego dnia noszony. 


piątek, 8 lutego 2013

Sprytna technika skarpetkowa.

Razem z wełną na sweter kupiłam sobie też włóczkę skarpetkową na skarpetki, które miały być z założenia dłuższe. Zawsze dosyć mocno panikuję, że mi rzeczonej włóczki zabraknie (ze swetra został pełen motek, oczywiście), a na takie okazje przydałoby się robić te skarpetki od palców. We wzorze, z którego korzystam była zupełnie nieznana mi technika, więc pomyślałam, że wrzucę link do filmiku na youtube, który ją prezentuje. Ta kobieta ma irytujący ton, jakby mówiła to naprawdę małego i nieporadnego dziecka, ale metoda działa :D. 



Swoją drogą rzeczony wzór jest z okazji Walentynek za darmo na ravelry do 14 lutego. Trzeba tylko wpisać odpowiedni kod w opcji kupowania, zresztą instrukcja jest na stronie wzoru: True Love.

środa, 6 lutego 2013

Prezenty! Niestety nie dziewiarskie. Ale jest jakaś wełna w tym wpisie.

Prezenty są w sumie książkowe i niezwiązane z drutami, wręcz wykluczają korzystanie z nich, ale i tak muszę dać upust radości i wykrzyczeć ją w eter, więc wrzucę fotki :D. 


niedziela, 3 lutego 2013

Dzierganie publicznie

Często dziergam publicznie, to w sumie dobra forma niemarnowania czasu, kiedy się na coś czeka. Dziergałam już: na Rysach, w pociągu, w autobusie, w urzędzie, w poczekalniach u lekarza, na ławkach w parku, nad jeziorem. Gdzie tylko da się znaleźć zaciszny kąt, a mam więcej czasu. I nie robię tego w ramach happeningu, tylko po prostu zajmuję sobie czas,  ale zdarzało się już, że to, co robiłam budziło jakieś zainteresowanie. 
Zazwyczaj jest to po prostu pytanie, co akurat robię. Trochę mnie to zastanawia, bo na co nieznajomemu wiedza, na co przeznaczam swoją włóczkę. Często też (zwłaszcza u lekarza) zagadują mnie głównie panie, które są chyba olśnione ideą robienia na drutach. Jakby przypominało im się, że faktycznie można takie coś robić i w sumie warto byłoby spróbować. To jest trochę zabawne, kiedy zachęcam do nauki na drutach osoby w wieku mojej babci (która na drutach nie robi, woli czytać książki i szyć, jak jest konieczność). I podoba mi się ta ewangelizacja przez przykład. Zdecydowanie szybciej frustruje mnie przesiadywanie przed gabinetem, jak nie mam w ręku robótki, bo się zwyczajnie szybciej nudzę. A tak przynajmniej mi czegoś tam przyrasta i jest z tego jakaś satysfakcja. (pacjent->patient=cierpliwy). 
Polecam też szczerze dzierganie w pociągu - ludzie zajmą wolne miejsce obok/naprzeciw naprawdę w ostateczności. Może ma to jakiś związek z tym, że druty mają ostre końcówki, nie wiem. Ale na wszelki wypadek zakładamy słuchawki na uszy, żeby nie słyszeć pociągowych imprezowiczy pytających, czy to, co robimy to koniakowskie stringi. 
A wszystkie te rozważania sprowadzają się do tego, że potrzebna mi torba na aktualną robótkę. Jako że dziergam poza domem często już wiem, jakie mam wymagania. Na papierze już powstała, teraz tylko trzeba to uszyć. Ale to jak tylko skończę sweter.