niedziela, 25 sierpnia 2013

Scio me nihil scire

Dopiero przy okazji blokowania siódmego szala w trójkącie, zorientowałam się, że będzie mi znacznie łatwiej, jeśli wykorzystam występujący w materacu łóżka kąt prosty.
Ciekawe, ile jeszcze rzeczy robię idiotycznie zbyt czasochłonnie? :D. 

Kupiłam igły dziewiarskie KnitPro. Genialne. Cieszę się, że zgubiłam poprzednią igłę. Teraz to można szaleć z szyciem bez stresu :D. 


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Efektywność.

Konsekwencją realizacji pewnych projektów w moim życiu jest może nie tyle wzrost efektywności w tym co robię, co zdecydowany wzrost zapotrzebowania na rzeczoną efektywność. I znajdowanie coraz to nowych płaszczyzn, na których można stosować brzytwę Okhama i wariacje wokół tej metody. 

Stąd nie jest tak, że nie robię na drutach, natomiast z blogowaniem o tym średnio :D.

Musiałam się jednak pochwalić prezentem, który dostałam niedawno - torebeczką pamiątkową z Japonii. Dokładnie tego mi brakowało w życiu, bo szklane miseczki, z których ładnie wyglądał sobie drobny projekt w robocie są skrajnie niepraktyczne z dwumiesięcznym dzieckiem w pobliżu. I cholernie niemobilne, przez co rzadko przyfarciło mi na tyle, że padłam ja i niemowlę akurat w okolicy tejże miseczki. 


Torebka ma ciekawą konstrukcję: w środku wszyty jest worek, który można ściągnąć sznurkami, a to z wzorkiem, to jakby obudowa. Do wykorzystania są też przestrzenie między woreczkem, a torebką właściwą, więc wiem, gdzie zląduje mój portfel i telefon podczas wycieczek poza dom (torba od wózka, jakkolwiek ogromna, ledwo mieści wszystko, co wydaje mi się niezbędne dzieciowo). 

Dziergam też sweter w ramach KALu w grupie Selfish Knitters/Crocheters. Tematem KALu jest kończenie zaległych robótek latem. Dla mnie zaległą robótką był obiecany daaawno temu sweter, którego musiałam ekstra nabrać na druty. Liczę, że się wyrobię do końca sierpnia, nawet jeśli uprę się, żeby najpierw skończyć Swallowtail ze zdjęcia powyżej. Tak sobie roiłam, że się będę pięknie zasłaniać podczas karmienia piersią publicznie. Zapomniałam uwzględnić w tej teorii parę faktów: absolutnie nie mam wstydu, latem jest kosmicznie gorąco, a karmienie to nie jest taki czysty biznes. 

Za to kolor podoba mi się niesamowicie. Włóczka to Merinosilk 25, kolor 721. Bardzo miła. I podoba mi się, że w odróżnieniu od Dropsowego Lace nie ma alpakowego włoska, jakoś nie pasuje mi to w szalach ażurowych szalach jednak. Za mało eleganckie. 

Może niedługo uda mi się napisać o tonie swetrów Kate Davies, które chciałabym zrobić albo dorobić rękawy do mężowego swetra, nad którym pracuję i pokazać efekt. Albo o włóczkach kupionych na urodziny i planach robótkowych. Póki co jednak ponapawam się pierwszym spokojnym tygodniem od dwóch miesięcy. I będę lokować czas w najbliższych. :)